Katalogowanie zasobów internetowych jest pracą bardzo żmudną – głównie ze względu na naturę internetu, czyli jego ciągłą zmienność. Internet nie jest projektem, który może zostać zapauzowany czy wstrzymany nawet na sekundę. Ilość sieci i serwerów niepodatnych nawet na globalne kataklizmy sprawia, że zawsze gdzieś sieć z wycinkiem jej zasobów będzie dostępna i żywa, dodawane będą nowe wpisy i grafiki, komentarze użytkowników. Dlatego wciąż nie brakuje setek tysięcy chętnych redaktorów wolontariuszy, którzy zupełnie bezpłatnie w ramach ogólnoświatowego projektu Open Directory Project, lub też w mniejszych lokalnych inicjatywach, decyduje się śledzić i monitorować swoje lokalne fragmenty sieci i zapisywać wszelkie zmiany w katalogu. To bardzo ciężkie, bliskie niemożliwości, zadanie do wykonania nawet dla wielkiej rzeszy ochotników – prowadzić jeden wielki katalog, w którym ładnie posegregowane i opisane rzetelnie zostały by wszystkie aktualnie żyjące i prawidłowo funkcjonujące strony internetowe działające w sekundzie, gdy ktoś ich szuka. Jest to jednak idea na tyle szczytna i utopijna, że wielu ludzi traci mnóstwo czasu dziennie na realizowaniu tego syzyfowego projektu.
Produkty w całym naszym otoczeniu pojawiają się i znikają w zależności od potrzeb konsumenckich. Popyt i podaż to dwa wskaźniki rynkowe, które w prostych i niedających się zmanipulować wynikach wskazują na towar, którego produkcja powinna być kontynuowana i wzmagana, a kiedy należy w celu oszczędzenia pieniędzy wycofać się z rozwijania i promowania już niszowego produktu. Często można próbować nadać takiemu tworowi nowy kształt, może zmienić nazwę.
W Internecie i nowych technologiach czy rynku aplikacji również wiele razy dochodzi do takich zmian. Stało się tak chociażby z bardzo popularną przeglądarką internetową Firefox, który wcześniej przed nagłym skokiem popularności ograniczał się do amerykańskiego rynku pod nazwą Netscape. Programy bardziej nowoczesne często kupowane są w połowie drogi rozwoju przez większego potentata i wcielana w większy projekt. Dzięki temu współcześnie najpopularniejsze przeglądarki internetowe mają bardzo dobrze wkomponowane silniki wyszukiwarek, katalogi stron, gadżety i aplikacje komunikacyjne.
Katalogowanie witryn internetowych było bardzo popularne na początku internetowego rozkwitu społeczeństwa sieciowego. Ilość stron www była stosunkowo mała, a zdecydowanie nieporównywalnie mniejsza niż obecnie.
Tak samo było z ich zawartością – wpisów, zdjęć, podstron i aplikacji dostępnych pod jednym adresem było bardzo niewiele. Ludzie prowadzili więc katalogi a ich główną zaletą była sprawdzana przez redaktorów treść. Każda strona otrzymywała swój dokładnie dopasowany opis, aktualizowany co jakiś czas przez pracowników, a także przypisane kategorie, które ułatwiały użytkownikom Sieci wyszukiwanie tych witryn internetowych, które potencjalnie zawierały najistotniejsze informacje. Wiele katalogów z czasem upadło, głównie dlatego, że ilość przybywających witryn internetowych sprawiła praktycznie niemożliwym aktualizowanie wszystkich nowości przez ludzi. A programy z kolei nigdy nie były w stanie prowadzić na tyle rzetelnego katalogu, więc przegrały z wyszukiwarkami, podatnymi jednak na pewne programistyczne tricki i sztuczki, jak pozycjonowanie chociażby. Aby katalog mógł przetrwać, potrzebuje setek tysięcy dobrowolnie zaangażowanych redaktorów i tylko jedna marka przetrwała z takim wsparciem, to Open Directory Project.